facebook fanpage twitter





Pamiętnik pacjenta szpitala: "Jeszcze nie umiera"

Gazeta Wyborcza  - Dodatek Stołeczny z dnia 27 lutego 2011


 

 

Zdzisław Wojnicki, Opracowała Małgorzata Kolińska-Dąbrowska 2011-02-26, ostatnia aktualizacja 2011-02-27 14:49:21.0

"Świeży" zadzwonił po pielęgniarkę, żeby go odłączyła od stojaka z kroplówkami, bo chce iść do toalety. - A czy to powód, żeby taki raban na cały oddział robić"? - zdenerwowała się. - A weźmie stojak, bo przecież jeszcze jest chodzący i pójdzie samodzielnie - powiedziała. Przeczytaj wstrząsające fragmenty pamiętnika pacjenta warszawskiego szpitala.

Wtorek, środek lata 2010

Trafiałem do Szpitala im. prof. Orłowskiego przy ul. Czerniakowskiej na chirurgię w trybie pilnym z powodu dolegliwości typowych dla kamicy żółciowej. Dawno temu miałem usunięty pęcherzyk żółciowy, ale dolegliwości były podobne. To była, jak się okazało, żółtaczka mechaniczna.

Sądziłem, że nietypowych zdarzeń na oddziale będzie koniec, gdy po niepowodzeniu w zorganizowaniu badania endoskopowego EPCW zakłopotany młody chirurg zapytał, czy mogę sam poszukać, gdzie takie badanie można zrobić w Warszawie. Tam, gdzie to pierwotnie planowano, nie można było wykonać zabiegu.

- No, mogę spróbować - pomyślałem zaskoczony. - Mam ze sobą komputer z internetem i telefon komórkowy, ale czy nie mają tu jakichś wykazów, gdzie robi się badania specjalistyczne?

Środa, po południu

W sali jest nas trzech. Sama recydywa poza mną.

"Ten przy Ścianie" - niedawno wycięli mu wyrostek i znów musieli go przyjąć na oddział. Wygląda, że chodzi o jakąś poważniejszą sprawę. Drugiemu - "Temu po przekątnej" - mają zrobić tomografię komputerową. Facet miesiąc temu też stąd wychodził. A teraz okazało się, że nie bardzo się mu rana pooperacyjna goi.

Czwartek, rano

Dziwny ten poranny obchód lekarski. Taki quasi-obchód. Wpadł najpierw jeden lekarz i pyta, po co tu leżymy. To mu po kolei dokładnie tłumaczymy. Może po urlopie, widać jeszcze nie ogarnął, co się dzieje na oddziale? Ale za chwilę wpadł kolejny i pytał o to samo. To wygląda tak, jakby mieli komuś wyżej zdać relację i jeden drugiego sprawdzał. Ale o to, czy odchodzą gazy, pytał tylko ten pierwszy.

Piątek, rano

Dzisiaj, na koniec niby-obchodu, wpadło dwóch lekarzy - "Granatowy" i "Kremowy". Na oddziale ważne są kolory stroju lekarskiego. Dlaczego? Po kolorze, jakości materiału i kroju można poznać, kto jest kim, bo z reguły nie mają identyfikatorów. Nie zauważyłem, aby lekarze przedstawiali się pacjentom. Ubierają się albo na biało, albo na granatowo. A ci najważniejsi - ordynatorzy i profesorowie - na kremowo. Pielęgniarki chodzą w różnych zestawieniach kolorów. W zależności od rangi. Salowe są błękitne lub ciemnoniebieskie. Powoli uczę się rozróżniać, kto jest kto.

"Granatowy" to ten, który mnie przyjmował na oddział. Zapytał, czy udało mi się załatwić EPCW.

- Tak - mówię. - W Szpitalu Bródnowskim.

I że mam tam się zgłosić do Kliniki Gastroenterologicznej.

Piątek, południe

W sali jest nowy pacjent - "Świeży". Też leży w tej samej sali co poprzednio, gdy tu był. Jest doświadczonym pacjentem. Od razu podniósł część łóżka do góry tak, żeby głowa była wyżej. Ja tego nie umiałem. Sprawdził metalowy stolik przy łóżku - chodziło mu o to, czy otwiera się szuflada. Niektóre, jak się nie otwierają, nie ma gdzie rzeczy osobistych schować, chyba że pod łóżkiem. Stoliki, podobnie jak taborety, design - późne lata 60.

"Ten przy Ścianie" poskarżył się "Świeżemu", że ciągnie go z prawej strony brzucha i nie może chodzić. Ma tam taką gulę pod skórą, co raz się pojawia, a raz znika. Z tą gulą była rano niezła historia. "Kremowy", ten z chirurgów-starszaków, chciał ją namacać, ale właśnie zniknęła. Pokazała się dopiero później. Od tego zaczęła się cała dyskusja. "Kremowy" z jakimś drugim lekarzem na biało zaczęli się zastanawiać nad przebiegiem pierwszej operacji u "Tego przy ścianie". Otwarte chłopaki! Dyskusję medyczną prowadzą przy wszystkich pacjentach w sali. Jak o pączkach z marmoladą.

Popołudnie, po 16

"Świeży" zadzwonił po pielęgniarkę, żeby go odłączyła od stojaka z kroplówkami, bo chce iść do toalety.

- A czy to powód, żeby taki raban na cały oddział robić? - zdenerwowała się. - A weźmie ten stojak, bo przecież jeszcze jest chodzący i pójdzie samodzielnie do kibla - dodała.

Ten "Świeży" to nie ma szczęścia. Przyjechał do szpitala na USG. Nie chcieli mu zrobić badania w ramach poszpitalnej konsultacji ambulatoryjnej, chociaż tak to miało być. Powiedzieli mu, że zrobią badanie, ale nie jako "cywilnemu" pacjentowi. Muszą go wciągnąć "na stan szpitala". A już po przyjęciu zmienili koncepcję. Powiedzieli, że USG nie jest wcale potrzebne, bo gołym okiem widać, że ma w brzuchu ropę i trzeba zrobić nacięcie. Zabieg będzie dzisiaj albo jutro.

Wieczór, prawie 19

Najpierw zajrzał ksiądz i rutynowo przepytał, kto do spowiedzi. Już wychodził, gdy "Świeży" zająknął się, że może lepiej, żeby się wyspowiadał. Przed nim zabieg. Ksiądz wrócił od drzwi i stanął między łóżkami, aby zacząć spowiadać. Nam zasugerował, żebyśmy wyszli, oczywiście jeśli możemy chodzić. - A jak któryś nie może, to niech zostanie - uściślił. - Nie będzie przeszkadzać.

Księdzu czy spowiadającemu się?

Jednak nie zdążył rozpocząć sakramentu, gdy pojawiła się pielęgniarka.

- Nie ma, co tak się spieszyć z tą spowiedzią. Przecież ksiądz widzi, że pacjent jeszcze nie umiera - fuknęła. I zaczęła zmieniać kroplówki.

"Świeży", trzymając fason, spuentował: - Na razie nie, bo oddycha, pierdzi i do życia się uśmiecha.

Kiedy już wreszcie kapłan pochylił się, aby wysłuchać spowiedzi, pojawił się umyślny z cateringiem, bo nastała pora kolacji. Ten też kapłanem się nie przejął, tylko wędrował do łóżka do łóżka, podając jedzenie. Popatrzył mi w oczy zamiast w kartę i podjął decyzję: "dieta beztłuszczowa". Kolejnemu zaordynował "lekką".

Wyszliśmy z sali z "Tym po Przekątnej", żeby "Świeżemu" zapewnić intymność spowiedzi.

Pół godziny później

Do sali wpadł lekarz - "Biały", w rękawiczkach gumowych - i pyta "Świeżego", czy pił coś niedawno. Pacjent na to, że pół szklanki wody jakieś pół godziny temu, bo mówili, żeby nie jadł, ale nikt nie mówił, żeby nie pił. "Biały" się strasznie zdenerwował: - Cholera, przecież anestezjolog nie znieczuli, jak się dowie, że pan pił przed zabiegiem.

"Świeży" nie wytrzymał: - Mam tego wszystkiego, k...., dość! Najpierw miało być samo USG, i to ambulatoryjnie, a trafiłem na oddział. A teraz chcą mnie kroić! A do tego cały czas biegam płacić za parking, bo przyjechałem na badania samochodem, przecież nie mogłem przewidzieć, że mnie tu zatrzymają. Niech do ciężkiej cholery ktoś tu myśli. A jak zmienia koncepcję, to niech informuje precyzyjnie, czy mam jeść, czy pić.

"Biały" trochę się zmieszał. Obiecał, że pogada z anestezjologiem, może jednak znieczuli, i szybko wyszedł. Zaraz po nim pojawił się "Granatowy" i pyta "Świeżego": - Dlaczego pan pił wodę, skoro pan wiedział, że ma zabieg?

Na to "Świeży" już maksymalnie wkurzony, że już omówił tę kwestię z "Białym" i może przejść do następnego punktu programu.

Tym razem lekarz postanowił coś niecoś wyjaśnić: najpierw idą na badanie, aby sprawdzić, czy ta ropa wlewa się do jelita, a potem od razu - jak się zgodzi anestezjolog - na zabieg operacyjny. Zapytał, czy "Świeży" sam pójdzie, czy potrzebny jest wózek?

"Świeży" zgodził się iść sam.

Poszli. Wreszcie się uspokoiło się.

Wieczór, po 21

Wrócił "Świeży". Operacji nie było. Tuż za nim przybiegł lekarz i zaczął tłumaczyć, znów przy nas. W czasie badania okazało się, że "Świeży" ma przetokę między jelitem a jamą brzucha i stąd problemy.

- Przetokę między jakim jelitem? - dopytywał się "Świeży".

"Biały": - To panu nic nie powie. Sytuacja jest skomplikowana, bo po tylu operacjach pana anatomia odbiega od typowej w obrębie brzucha i jelit.

Wtedy "Świeży" nie wytrzymał: - Na razie d... sram i jak nawet mam przetokę i sączy się ropa, to powinno to się dać załatać w normalnym szpitalu. Mylę się?

"Biały" mężnie podjął dyskusję. Widać ubodło go, że pacjent z Grodziska Mazowieckiego (okazało się, że "Świeży" jest z Grodziska) wjechał mu na ambicję. Zaczął tłumaczyć, że dzisiaj i jutro jeszcze będą analizować wyniki USG i RTG. Na razie nie będzie zabiegu. Trzeba tylko umiejętnie zmieniać opatrunki przez następne kilka dni.

- To mogę dzisiaj wracać do domu. Syn tu jest, to mnie zawiezie - ucieszył się "Świeży".

Lekarz się zafrasował: - Kto panu jutro zmieni opatrunek?

"Świeży": - Mogę przyjechać na izbę przyjęć.

"Biały" zaczął przekonywać, że dobrze byłoby, gdyby "Świeży" został: - Wie pan, nie jestem pewien, czy będą umieli panu zmienić ten opatrunek w izbie przyjęć.

"Świeży" osłupiał: - Jak to nie będą umieli zmienić opatrunku w izbie przyjęć w szpitalu w centrum Warszawy?

"Biały" próbował ratować sytuację: - Teraz jest sezon urlopowy, nie wiadomo, na kogo pan trafi. Lepiej, jak ten opatrunek zmienią panu u nas na oddziale.

Wiadomo, placówki szpitalne najlepszą kasę z NFZ dostają za pacjenta, który leży w szpitalu parę dni i ma nie za dużo badań.

"Świeży" się poddał. Został.

Sobota, rano

- Który wychodzi? - pytała pielęgniarka.

Mówię, że ja. "Granatowy" przyniósł mi wszystkie wyniki badań, recepty i skierowanie na badanie EPCW w Szpitalu Bródnowskim. Dodatkowe badanie rezonansowe zrobiłem na własny koszt po wyjściu ze Szpitala im. Orłowskiego, a przed wizytą w Szpitalu Bródnowskim. Transport na badanie rezonansowe i do domu oraz następnego dnia do Szpitala Bródnowskiego - na własny koszt.

Po drugiej stronie Wisły

To, że nie zostałem dowieziony na oddział wewnętrzny i gastroenterologii w Szpitalu Bródnowskim karetką, wzbudziło pewne zdziwienie w szpitalu za Wisłą. Podobno mogłem. Szybko przekonałem się, jak różne są reguły funkcjonowania tamtejszego oddziału, jak inne jest zainteresowanie lekarzy i pielęgniarek stanem pacjentów, jak inne są obchody lekarskie (uczestniczy w nich cały zespół).

Wieczorem pielęgniarka na prośbę ponadosiemdziesięcioletniego pacjenta z mojej sali przygotowała mu kanapki i herbatę, a było dawno po kolacji.

Przed zabiegiem EPCW zasugerowałem, że wyniki badania rezonansowego, które zrobiłem na własny koszt, może by mnie przed nim uchroniły. Bo jest robione pod narkozą i niesie jakieś ryzyko. Jednak dr Ewa Godziemba-Maliszewska, ordynator oddziału, przekonała mnie, że EPCW jest niezbędne. Używając dużych kolorowych plansz anatomicznych, wyjaśniła mi co i jak. Przygotowała mnie psychicznie. Zabieg się udał.

Po trzech dniach pobytu w Szpitalu Bródnowskim zostałem przewieziony transportem medycznym znów na Czerniakowską.

Ot, są różne szpitale po dwóch stronach Wisły. Różnią się od siebie bardziej, niż można się spodziewać po odległości między nimi.

 

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

 

 

Gazeta Wyborcza  - Dodatek Stołeczny z dnia 27 lutego 2011

Pamiętnik pacjenta szpitala: "Jeszcze nie umiera"

Zdzisław Wojnicki, Opracowała Małgorzata Kolińska-Dąbrowska 2011-02-26, ostatnia aktualizacja 2011-02-27 14:49:21.0

"Świeży" zadzwonił po pielęgniarkę, żeby go odłączyła od stojaka z kroplówkami, bo chce iść do toalety. - A czy to powód, żeby taki raban na cały oddział robić"? - zdenerwowała się. - A weźmie stojak, bo przecież jeszcze jest chodzący i pójdzie samodzielnie - powiedziała. Przeczytaj wstrząsające fragmenty pamiętnika pacjenta warszawskiego szpitala.

Wtorek, środek lata 2010

Trafiałem do Szpitala im. prof. Orłowskiego przy ul. Czerniakowskiej na chirurgię w trybie pilnym z powodu dolegliwości typowych dla kamicy żółciowej. Dawno temu miałem usunięty pęcherzyk żółciowy, ale dolegliwości były podobne. To była, jak się okazało, żółtaczka mechaniczna.

Sądziłem, że nietypowych zdarzeń na oddziale będzie koniec, gdy po niepowodzeniu w zorganizowaniu badania endoskopowego EPCW zakłopotany młody chirurg zapytał, czy mogę sam poszukać, gdzie takie badanie można zrobić w Warszawie. Tam, gdzie to pierwotnie planowano, nie można było wykonać zabiegu.

- No, mogę spróbować - pomyślałem zaskoczony. - Mam ze sobą komputer z internetem i telefon komórkowy, ale czy nie mają tu jakichś wykazów, gdzie robi się badania specjalistyczne?

Środa, po południu

W sali jest nas trzech. Sama recydywa poza mną.

"Ten przy Ścianie" - niedawno wycięli mu wyrostek i znów musieli go przyjąć na oddział. Wygląda, że chodzi o jakąś poważniejszą sprawę. Drugiemu - "Temu po przekątnej" - mają zrobić tomografię komputerową. Facet miesiąc temu też stąd wychodził. A teraz okazało się, że nie bardzo się mu rana pooperacyjna goi.

Czwartek, rano

Dziwny ten poranny obchód lekarski. Taki quasi-obchód. Wpadł najpierw jeden lekarz i pyta, po co tu leżymy. To mu po kolei dokładnie tłumaczymy. Może po urlopie, widać jeszcze nie ogarnął, co się dzieje na oddziale? Ale za chwilę wpadł kolejny i pytał o to samo. To wygląda tak, jakby mieli komuś wyżej zdać relację i jeden drugiego sprawdzał. Ale o to, czy odchodzą gazy, pytał tylko ten pierwszy.

Piątek, rano

Dzisiaj, na koniec niby-obchodu, wpadło dwóch lekarzy - "Granatowy" i "Kremowy". Na oddziale ważne są kolory stroju lekarskiego. Dlaczego? Po kolorze, jakości materiału i kroju można poznać, kto jest kim, bo z reguły nie mają identyfikatorów. Nie zauważyłem, aby lekarze przedstawiali się pacjentom. Ubierają się albo na biało, albo na granatowo. A ci najważniejsi - ordynatorzy i profesorowie - na kremowo. Pielęgniarki chodzą w różnych zestawieniach kolorów. W zależności od rangi. Salowe są błękitne lub ciemnoniebieskie. Powoli uczę się rozróżniać, kto jest kto.

"Granatowy" to ten, który mnie przyjmował na oddział. Zapytał, czy udało mi się załatwić EPCW.

- Tak - mówię. - W Szpitalu Bródnowskim.

I że mam tam się zgłosić do Kliniki Gastroenterologicznej.

Piątek, południe

W sali jest nowy pacjent - "Świeży". Też leży w tej samej sali co poprzednio, gdy tu był. Jest doświadczonym pacjentem. Od razu podniósł część łóżka do góry tak, żeby głowa była wyżej. Ja tego nie umiałem. Sprawdził metalowy stolik przy łóżku - chodziło mu o to, czy otwiera się szuflada. Niektóre, jak się nie otwierają, nie ma gdzie rzeczy osobistych schować, chyba że pod łóżkiem. Stoliki, podobnie jak taborety, design - późne lata 60.

"Ten przy Ścianie" poskarżył się "Świeżemu", że ciągnie go z prawej strony brzucha i nie może chodzić. Ma tam taką gulę pod skórą, co raz się pojawia, a raz znika. Z tą gulą była rano niezła historia. "Kremowy", ten z chirurgów-starszaków, chciał ją namacać, ale właśnie zniknęła. Pokazała się dopiero później. Od tego zaczęła się cała dyskusja. "Kremowy" z jakimś drugim lekarzem na biało zaczęli się zastanawiać nad przebiegiem pierwszej operacji u "Tego przy ścianie". Otwarte chłopaki! Dyskusję medyczną prowadzą przy wszystkich pacjentach w sali. Jak o pączkach z marmoladą.

Popołudnie, po 16

"Świeży" zadzwonił po pielęgniarkę, żeby go odłączyła od stojaka z kroplówkami, bo chce iść do toalety.

- A czy to powód, żeby taki raban na cały oddział robić? - zdenerwowała się. - A weźmie ten stojak, bo przecież jeszcze jest chodzący i pójdzie samodzielnie do kibla - dodała.

Ten "Świeży" to nie ma szczęścia. Przyjechał do szpitala na USG. Nie chcieli mu zrobić badania w ramach poszpitalnej konsultacji ambulatoryjnej, chociaż tak to miało być. Powiedzieli mu, że zrobią badanie, ale nie jako "cywilnemu" pacjentowi. Muszą go wciągnąć "na stan szpitala". A już po przyjęciu zmienili koncepcję. Powiedzieli, że USG nie jest wcale potrzebne, bo gołym okiem widać, że ma w brzuchu ropę i trzeba zrobić nacięcie. Zabieg będzie dzisiaj albo jutro.

Wieczór, prawie 19

Najpierw zajrzał ksiądz i rutynowo przepytał, kto do spowiedzi. Już wychodził, gdy "Świeży" zająknął się, że może lepiej, żeby się wyspowiadał. Przed nim zabieg. Ksiądz wrócił od drzwi i stanął między łóżkami, aby zacząć spowiadać. Nam zasugerował, żebyśmy wyszli, oczywiście jeśli możemy chodzić. - A jak któryś nie może, to niech zostanie - uściślił. - Nie będzie przeszkadzać.

Księdzu czy spowiadającemu się?

Jednak nie zdążył rozpocząć sakramentu, gdy pojawiła się pielęgniarka.

- Nie ma, co tak się spieszyć z tą spowiedzią. Przecież ksiądz widzi, że pacjent jeszcze nie umiera - fuknęła. I zaczęła zmieniać kroplówki.

"Świeży", trzymając fason, spuentował: - Na razie nie, bo oddycha, pierdzi i do życia się uśmiecha.

Kiedy już wreszcie kapłan pochylił się, aby wysłuchać spowiedzi, pojawił się umyślny z cateringiem, bo nastała pora kolacji. Ten też kapłanem się nie przejął, tylko wędrował do łóżka do łóżka, podając jedzenie. Popatrzył mi w oczy zamiast w kartę i podjął decyzję: "dieta beztłuszczowa". Kolejnemu zaordynował "lekką".

Wyszliśmy z sali z "Tym po Przekątnej", żeby "Świeżemu" zapewnić intymność spowiedzi.

Pół godziny później

Do sali wpadł lekarz - "Biały", w rękawiczkach gumowych - i pyta "Świeżego", czy pił coś niedawno. Pacjent na to, że pół szklanki wody jakieś pół godziny temu, bo mówili, żeby nie jadł, ale nikt nie mówił, żeby nie pił. "Biały" się strasznie zdenerwował: - Cholera, przecież anestezjolog nie znieczuli, jak się dowie, że pan pił przed zabiegiem.

"Świeży" nie wytrzymał: - Mam tego wszystkiego, k...., dość! Najpierw miało być samo USG, i to ambulatoryjnie, a trafiłem na oddział. A teraz chcą mnie kroić! A do tego cały czas biegam płacić za parking, bo przyjechałem na badania samochodem, przecież nie mogłem przewidzieć, że mnie tu zatrzymają. Niech do ciężkiej cholery ktoś tu myśli. A jak zmienia koncepcję, to niech informuje precyzyjnie, czy mam jeść, czy pić.

"Biały" trochę się zmieszał. Obiecał, że pogada z anestezjologiem, może jednak znieczuli, i szybko wyszedł. Zaraz po nim pojawił się "Granatowy" i pyta "Świeżego": - Dlaczego pan pił wodę, skoro pan wiedział, że ma zabieg?

Na to "Świeży" już maksymalnie wkurzony, że już omówił tę kwestię z "Białym" i może przejść do następnego punktu programu.

Tym razem lekarz postanowił coś niecoś wyjaśnić: najpierw idą na badanie, aby sprawdzić, czy ta ropa wlewa się do jelita, a potem od razu - jak się zgodzi anestezjolog - na zabieg operacyjny. Zapytał, czy "Świeży" sam pójdzie, czy potrzebny jest wózek?

"Świeży" zgodził się iść sam.

Poszli. Wreszcie się uspokoiło się.

Wieczór, po 21

Wrócił "Świeży". Operacji nie było. Tuż za nim przybiegł lekarz i zaczął tłumaczyć, znów przy nas. W czasie badania okazało się, że "Świeży" ma przetokę między jelitem a jamą brzucha i stąd problemy.

- Przetokę między jakim jelitem? - dopytywał się "Świeży".

"Biały": - To panu nic nie powie. Sytuacja jest skomplikowana, bo po tylu operacjach pana anatomia odbiega od typowej w obrębie brzucha i jelit.

Wtedy "Świeży" nie wytrzymał: - Na razie d... sram i jak nawet mam przetokę i sączy się ropa, to powinno to się dać załatać w normalnym szpitalu. Mylę się?

"Biały" mężnie podjął dyskusję. Widać ubodło go, że pacjent z Grodziska Mazowieckiego (okazało się, że "Świeży" jest z Grodziska) wjechał mu na ambicję. Zaczął tłumaczyć, że dzisiaj i jutro jeszcze będą analizować wyniki USG i RTG. Na razie nie będzie zabiegu. Trzeba tylko umiejętnie zmieniać opatrunki przez następne kilka dni.

- To mogę dzisiaj wracać do domu. Syn tu jest, to mnie zawiezie - ucieszył się "Świeży".

Lekarz się zafrasował: - Kto panu jutro zmieni opatrunek?

"Świeży": - Mogę przyjechać na izbę przyjęć.

"Biały" zaczął przekonywać, że dobrze byłoby, gdyby "Świeży" został: - Wie pan, nie jestem pewien, czy będą umieli panu zmienić ten opatrunek w izbie przyjęć.

"Świeży" osłupiał: - Jak to nie będą umieli zmienić opatrunku w izbie przyjęć w szpitalu w centrum Warszawy?

"Biały" próbował ratować sytuację: - Teraz jest sezon urlopowy, nie wiadomo, na kogo pan trafi. Lepiej, jak ten opatrunek zmienią panu u nas na oddziale.

Wiadomo, placówki szpitalne najlepszą kasę z NFZ dostają za pacjenta, który leży w szpitalu parę dni i ma nie za dużo badań.

"Świeży" się poddał. Został.

Sobota, rano

- Który wychodzi? - pytała pielęgniarka.

Mówię, że ja. "Granatowy" przyniósł mi wszystkie wyniki badań, recepty i skierowanie na badanie EPCW w Szpitalu Bródnowskim. Dodatkowe badanie rezonansowe zrobiłem na własny koszt po wyjściu ze Szpitala im. Orłowskiego, a przed wizytą w Szpitalu Bródnowskim. Transport na badanie rezonansowe i do domu oraz następnego dnia do Szpitala Bródnowskiego - na własny koszt.

Po drugiej stronie Wisły

To, że nie zostałem dowieziony na oddział wewnętrzny i gastroenterologii w Szpitalu Bródnowskim karetką, wzbudziło pewne zdziwienie w szpitalu za Wisłą. Podobno mogłem. Szybko przekonałem się, jak różne są reguły funkcjonowania tamtejszego oddziału, jak inne jest zainteresowanie lekarzy i pielęgniarek stanem pacjentów, jak inne są obchody lekarskie (uczestniczy w nich cały zespół).

Wieczorem pielęgniarka na prośbę ponadosiemdziesięcioletniego pacjenta z mojej sali przygotowała mu kanapki i herbatę, a było dawno po kolacji.

Przed zabiegiem EPCW zasugerowałem, że wyniki badania rezonansowego, które zrobiłem na własny koszt, może by mnie przed nim uchroniły. Bo jest robione pod narkozą i niesie jakieś ryzyko. Jednak dr Ewa Godziemba-Maliszewska, ordynator oddziału, przekonała mnie, że EPCW jest niezbędne. Używając dużych kolorowych plansz anatomicznych, wyjaśniła mi co i jak. Przygotowała mnie psychicznie. Zabieg się udał.

Po trzech dniach pobytu w Szpitalu Bródnowskim zostałem przewieziony transportem medycznym znów na Czerniakowską.

Ot, są różne szpitale po dwóch stronach Wisły. Różnią się od siebie bardziej, niż można się spodziewać po odległości między nimi.

 

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA